Czytelnia Kiosk24.pl

Komornik w KZBS (2007-11-19)

Gazeta Bankowa | 16 styczeń 2008


Gazeta Bankowa

Zamów prenumeratę tego tytułu

* Pokazana okładka tytułu jest aktualną okładką tytułu Gazeta Bankowa. Kiosk24.pl nie gwarantuje, że czytany artykuł pochodzi z numeru, którego okładka jest prezentowana.

Fałszowanie uchwał zarządu, podpisywanie umów na fikcyjne kwoty, wyłudzanie państwowych pieniędzy, podpisywanie umów ze świadomością, że się z nich nie wywiąże –to zarzuty jakie padają pod adresem Eugeniusza Laszkiewicza, prezesa Krajowego Związku Banków Spółdzielczych

Komornik zapukał do drzwi Krajowego Związku Banków Spółdzielczych. Związek ma zapłacić 1,5 mln zł, których w kasie brak. Na dodatek płatność wiąże się z umową, której prezes KZBS nie miał prawa podpisać, podpisał w dwóch różnych wersjach i sąd musiał ustalać, która jest prawdziwa, sfinansował szkolenie osób spoza Związku i na podstawie której wyłudził państwowe dofinansowanie. Co w tej sytuacji robi Walne Zgromadzenie Członków KZBS? Udziela mu absolutorium. Co robi prokuratura? Zawiesza sprawę na 18 miesięcy i odmawia prawa strony w sprawie byłym członkom zarządu, którzy zawiadomili o możliwości popełnienia przestępstwa. Wewnętrzna opozycja związkowa nie rozumie motywów decyzji prokuratury i walnego zgromadzenia. Czuje się bezsilna.
Przypomnijmy: sprawa ciągnie się od 2004 roku, kiedy to Eugeniusz Laszkiewicz, prezes KZBS, zawarł z firmą EuroComp System umowę na przeprowadzenie szkolenia dla 400 pracowników banków spółdzielczych i 1200 pracowników Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Związek i agencja miały się podzielić kosztami po połowie. Szczegóły umowy wzbudziły wiele wątpliwości natury prawnej, a sposób jej realizacji doprowadził do procesu z EuroComp System, który KZBS wiosną przegrał – został zobowiązany do zapłacenia spółce ECS ponad 1,5 mln zł. Wyrok Sądu
Arbitrażowego otrzymał klauzulę wykonalności jesienią i stąd ostatnie działania komornika, który zaczął informować instytucje współpracujące z KZBS, w tym banki spółdzielcze, o zajęciach pod przyszłe i bieżące wierzytelności. Część zobowiązań związkowi udało się uregulować, jednak do zapłacenia pozostało jeszcze około 1,5 mln zł, których to pieniędzy KZBS nie ma.
Tymczasem krótko potem, 27 września miało miejsce walne zgromadzenie KZBS. W materiałach przygotowanych na walne przez zarząd związku nie wspomniano nic o zajęciach komorniczych – większość banków dowiedziała się o nich dopiero po zgromadzeniu. Mimo że podczas walnego zgromadzenia osoby stanowiące w łonie KZBS opozycję wobec prezesa związku, Eugeniusza Laszkiewicza, postawiły wnioski o to, by prezes podał się do dymisji oraz by powołać sztab kryzysowy i zatrudnić biura rachunkowe do zinwentaryzowania wszystkich długów KZBS, wnioski te nie zostały nawet poddane pod głosowanie. Prezes Laszkiewicz powiedział natomiast, że może poddać się weryfikacji. W jej wyniku cały zarząd absolutorium otrzymał, choć sam Laszkiewicz tylko nieznacznie przekroczył wymaganą do tego liczbę głosów.
Wewnętrzną opozycję w łonie związku od lat stanowi m.in. troje byłych członków zarządu KZBS – Czesława Kosturek (w zarządzie była w latach 2000-2004), Lucjan Strzała (obecnie poza KZBS) i Mirosław Potulski, obecnie prezes Banku Polskiej Spółdzielczości, największego banku zrzeszającego BS-y (obaj w zarządzie od 2004 do 2007 roku).

Dziwna umowa

– W maju 2005 ja i członkowie mojego zarządu dostaliśmy z EuroComp System informację, że nie są realizowane faktury za umowę ze spółką – opowiada „Gazecie Bankowej” Czesława Kosturek. – Spojrzałam w dokumentację i zauważyłam, że w protokołach z posiedzeń zarządu nie było mowy o zawieraniu takiej umowy. Napisałam delikatne pismo do zarządu, z prośbą o wyjaśnienie sprawy, ponieważ na KZBS ciążył dług 2,5 mln zł. Pan Laszkiewicz odpowiedział mi pismem, które wzburzyło nawet jego popleczników, że się czepiam zamiast odejść z klasą na emeryturę. W żaden sposób nie odniósł się jednak do meritum sprawy, czyli do bezprawnie zawartej umowy. Zaczęłam więc dociekać – okazało się, że uchwała zarządu została sfałszowana. Postawiliśmy więc wspólnie z kolegami zarzuty: sfałszowanie uchwały, na podstawie której zawarto umowę i obciążono KZBS kwotą przekraczającą jego możliwości płatnicze – budżet KZBS wynosił wówczas w granicach 1,4 mln zł i złożony był ze składek banków spółdzielczych oraz banków zrzeszających. Poza tym umowa zawarta była na przeszkolenie 1200 pracowników Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, za które miał zapłacić KZBS – nie wiadomo z jakiej przyczyny – i 400 pracowników banków. EuroComp takie szkolenia przeprowadzał wcześniej, sama z takiego szkolenia skorzystałam. To kosztowało mnie wówczas 520 zł.
Według zarządu KZBS w 2004 roku („przy aktywnym poparciu niektórych członków zarządu KZBS”) spółka EuroComp zwróciła się do związku o przeprowadzenie szkolenia. ARiMR miała być podmiotem finansującym, a KZBS wykonawczym.
– To ewidentnie kłamstwo, bo w umowie wyraźnie jest napisane, że strony koszty ponoszą po połowie – twierdzi Lucjan Strzała. – Wkrótce okazało się też, że spółka nie ma finansowego zabezpieczenia i nie jest w stanie rozpocząć szkolenia. Trzeba jej było dać 100 tys. kredytu. Jaki interes miałby KZBS w wyłożeniu tych pieniędzy? Otóż trzeba było je pożyczyć, bo inaczej trzeba by było zwrócić te pieniądze, które agencja już przekazała, a „pracownicy sektora pozostaliby bez niezbędnej wiedzy”. Na skutek interwencji związku, szkolenie rozpoczęło się zgodnie z terminem. Do umowy dołączony został załącznik podpisany przez obie strony, w którym cena przeszkolenia jednego uczestnika określona została na 240 zł. Po wyroku Sądu Arbitrażowego wiadomo, że jest to ewidentna nieprawda. Nie wiadomo – biegły nie stwierdził – czy załącznik został podpisany przez pana Marka Kozaka z ECS. Z kolejnego paragrafu umowy wynika bowiem, że kwota przypadająca na jednego szkolonego to 960 zł. Pan Laszkiewicz dodał załącznik, który wyjaśnia co się kryje pod kwotą 960 zł, ale istnieje też drugi załącznik, w którym pojawia się 240 zł, bo prezes przestraszył się, że 960 razy 1600 daje kwotę 1536 tys. Podpis pod tym drugim załącznikiem jest prawdopodobnie podrobiony.
W uzasadnieniu wyroku Sądu Arbitrażowego czytamy, że pozwany KZBS zakwestionował ustalenia dotyczące ceny 960 zł, jako pozorne. Cena ta miała na celu jedynie „wyjednanie środków publicznych” na cele szkolenia, o czym miał wiedzieć prezes ECS. ECS zaprzeczył jakoby załącznik z ceną 240 zł został przez spółkę podpisany. Powołany biegły nie stwierdził z całą pewnością autentyczności podpisu, więc Sąd Arbitrażowy tego załącznika nie uwzględnił i w swym orzeczeniu oparł się na kwocie umownej 960 zł, choć znajdowała się na formalnie nieważnym załączniku (nie był podpisany przez dwóch członków zarządu), wyrażając jednocześnie wątpliwość co do wiarygodności obu cen. Zdaniem Lucjana Strzały, EuroComp powinien był wziąć pod uwagę, że do reprezentacji KZBS potrzeba dwóch osób, co potwierdza tezę, że ten dokument powstał tylko po to, by wyłudzić pieniądze z ARiMR.

Krajobraz po wyroku

– A teraz Laszkiewicz przegrał sprawę z EuroCompem i do zapłacenia jest 1,5 mln zł oraz 338 zł za każdy dzień zwłoki – dodaje Czesława Kosturek. – Stanowi to dodatkowo ok. 10 tys. zł miesięcznie. Dla przykładu składka takiego banku, jaki ja reprezentuję, wynosi ok. 4 tys. zł – co oznacza, że prawie trzy banki muszą się składać na te zaległości, które przyrastają miesięcznie.
EuroComp System wystąpił w swym pozwie o 2,5 mln zł od KZBS, choć umowa opiewała na 1536 tys. Z dokumentów ECS wynikało bowiem, że przeszkolił znacznie większą ilość osób, za zgodą KZBS, i przemnożono ich liczbę przez 960. Dziś zarząd KZBS przedstawia obniżenie zasądzonej kwoty jako swój sukces. Tak zostało to zaprezentowane w materiałach przygotowanych przez zarząd na niedawne Walne Zgromadzenie. W materiałach tych nie wspomniano jednak, że wyrok sądu jest już wykonalny i że do działania przystąpił komornik. Zarząd otrzymał od Walnego absolutorium.
– A zatem biorąc pod uwagę że EuroComp żądał ok. 2,5 mln zł, a łącznie z odsetkami ok. 3 mln, zaś Sąd Arbitrażowy wyrokiem z 28 maja 2007 roku podwyższył sumę dla EuroComp System jedynie o 767,500 zł, sprawa zakończyła się sukcesem, bo kwota stanowi tylko część pozwu – ironizuje Strzała. – Policzmy: łącznie koszty sprawy EuroCompu wyniosły w dniu wprowadzenia klauzuli wykonalności wyroku 1,712 mln kwota główna, odsetki, koszty zastępstw procesowych, koszty biegłych rewidentów plus narastające bieżąco odsetki. Pozostało jeszcze 300 tys., które – przynajmniej księgowo – dostał KZBS z agencji. Czyli czysta strata KZBS to razem 1412 tys. – to jest ten sukces. Kwota składek jednorocznych wszystkich banków spółdzielczych to 1200 tys. Z tego wszystkiego 765 tys. to ewidentna wina prezesa, bo zawarł wszystkie umowy dotyczące tej sprawy bez wiedzy zarządu, wbrew uchwale o najwyższej sumie zobowiązań, które mógł zaciągać tylko do 600 tys. Złamał wszystkie możliwe przepisy. Jeżeli dojdzie do sprawy karnej, powinno się od niego żądać jako odszkodowania kwoty 765 tys. zł (za tę kwotę współodpowiedzialność winien ponosić także Józef Mitura, który także podpisałkluczowe umowy). Pozostała kwota 647 tys. to już wina nie tylko Laszkiewicza, ale całego obecnego zarządu, który toleruje wszelkie jego działania w tej sprawie.
– Zebrało się „trzech tenorów”, prezesów banków zrzeszających, dwóch powiedziało że nie będzie pokrywało tej należności, a trzeci jest wprawdzie gotów, ale jest za mały – mówi Czesława Kosturek. – KZBS nie ma z czego zapłacić.

Podejrzenia

Przeciwnicy prezesa Laszkiewicza twierdzą, że uchwała pozwalająca zarządowi na zawarcie umów z ECS oraz ARiMR została sfałszowana.
– W dokumentach KZBS jest tylko zapis, że zarząd KZBS podtrzymuje swoje pełnomocnictwo (kiedy udzielone?) dla Eugeniusza Laszkiewicza i Józefa Mitury do zawarcia umowy z ARiMR na przeprowadzenie szkoleń dla pracowników agencji i banków spółdzielczych – wskazuje Lucjan Strzała. – Nie ma w tym mowy np. za jaką kwotę. Proszę zauważyć: EuroComp zawiera umowę na przeszkolenie, a Laszkiewicz zawiera z Agencją umowę na częściowe refinansowanie, po połowie, Laszkiewicz wyrywa od Kozaka faktury nie płacąc za nie, przedstawia je agencji jako zapłacone, agencja mu daje pieniądze, a on nie płaci Kozakowi. W odpowiedziach na pozew EuroCompu Laszkiewicz otwarcie przyznaje się, że związek nigdy nie miał pieniędzy – od razu, podpisując umowę do połowicznego finansowania wiedział, że tego nie wykona, a więc wyłudził pieniądze z ARiMR. Prokuratura tego nie chce zauważyć! Zadowala się oświadczeniem pana Pomajdy, byłego prezesa agencji, że wszystko jest OK, agencja nie dochodzi roszczeń.
Czy uzasadnione nie jest zatem podejrzenie, że ktoś z agencji uczestniczył w całej operacji? Wyłudzono przecież – jak twierdzą oponenci prezesa Laszkiewicza – z ARiMR 767,5 tys. zł, Skarb Państwa został poszkodowany, a działania prokuratury w tej sprawie pozostają nieznane. Nie wiadomo nawet, czy w ogóle zajęła się tym wątkiem.
Na znak protestu oraz żeby nie brać odpowiedzialności – także karnej – za zarzucane prezesowi Laszkiewiczowi i innym członkom zarządu czyny, kilkoro jego członków złożyło swoje funkcje.
– Na nadzwyczajnym zgromadzeniu w styczniu 2006 roku, które było kontynuacją rozliczenia 2004 roku, stwierdziliśmy że nie będziemy jako organ kolegialny odpowiadać za te brudy, za to co się ewentualnie stanie i złożyliśmy rezygnacje – mówi Lucjan Strzała. – Ja, pan Potulski i jeszcze trzech członków zarządu. Teraz nie ma już żadnych problemów w zarządzie: wszyscy głosują jak chce prezes.

Zastój w prokuraturze

Związkowi opozycjoniści skoncentrowali się natomiast na współpracy z prokuraturą.
– Prezes Potulski poruszył w swoim piśmie sprawę umowy z EuroComp i agencją, zawartą również bez zgody zarządu – przypomina Czesława Kosturek. – Ja podniosłam sfałszowanie zapisów statutu – pan Laszkiewicz przypisał sobie uprawnienia majątkowe, których nie miał i które przekroczył. Przekroczył uprawnienia przy zawarciu umowy z EuroComp, przy zabezpieczeniu kredytu dla EuroComp i wyłudzeniu z kasy KZBS 110 tys. tytułem zwrotu świadczeń na rzecz związku oraz wyłudził nagrodę jubileuszową. Jednak w prokuraturze Warszawa Mokotów strasznie się wszystko przeciąga. Zawieszono postępowanie na 18 miesięcy, które upływają w maju 2008 roku. Uzasadniono to trzema bzdurnymi sprawami: sądem polubownym, który rozstrzygnął sprawę w maju – mają dokumentację, bo ja im ją wysłałam. Następnie zbadaniem taśm z Walnego Zgromadzenia i spotkań zarządu, ale taśmy te są w stanie wymagającym sprawdzenia przez biegłego. Trzeci powód: zbadanie oryginalności podpisu na załączniku do umowy i dokumencie do komornika. To nie wymaga aż półtora roku. Podpisaliśmy się jako członkowie zarządu KZBS, domagając się śledztwa i reprezentując poszkodowany KZBS. Daliśmy gotowy materiał, ale do lutego zeszłego roku nic się nie ruszało.
Dopiero kiedy Mirosław Potulski zwrócił się do posła swojego okręgu, który złożył interpelację w tej sprawie, na jej skutek śledztwo ruszyło. Nastąpiło przeszukanie w KZBS w lutym 2006 roku i prokuratura „zabezpieczyła materiały”. Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, ale dziś sprawą zajmuje się już czwarty prokurator.
Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów prowadzi od stycznia 2006 roku postępowanie przygotowawcze w sprawie nadużycia uprawnień w latach 2004-2005 przez prezesa KZBS i wyrządzenia znacznej szkody majątkowej związkowi. Rok temu, 20 listopada, postępowanie zostało zawieszone. Prokuratura tłumaczy, że jest to postępowanie o skomplikowanym i wielowątkowym charakterze, jednak czynności procesowe prowadzone są w sposób intensywny i obejmują zarówno przesłuchania świadków, jak i badanie dokumentów związanych z działalnością KZBS w okresie objętym śledztwem. W toku śledztwa zachodziła też – czytamy w piśmie z warszawskiej Prokuratury Okręgowej – konieczność zasięgnięcia opinii biegłych z zakresu badania dokumentów i technik audiowizualnych. A co dzieje się w sprawie teraz?
– Na obecnym etapie śledztwa prokuratura nie może udzielić szczegółowych informacji o przeprowadzonych czynnościach procesowych i wynikających z nich ustaleniach, a także o planowanych czynnościach, gdyż upublicznienie tych informacji mogłoby niekorzystnie wpłynąć na dalszy bieg postępowania – Katarzyna Szeska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, zasłania się standardową formułą i wyjaśnia:
– Zmiany prokuratorów referentów w niniejszej sprawie były wynikiem okoliczności obiektywnych związanych ze zmianą miejsca wykonywania zawodu przez poszczególnych prokuratorów.

Bezsilność

Co gorsza, rezygnacja opozycjonistów z KZBS z funkcji w zarządzie organizacji okazała się nie najlepszym posunięciem w kontaktach z prokuraturą. Pozbawiła ona bowiem praw strony osoby, które złożyły do niej wniosek.
– Pani prokurator napisała, że skoro nie jesteśmy już we władzach, to nie jesteśmy stroną i nie mamy już żadnych praw – oburza się Lucjan Strzała.
Mirosław Potulski jako pierwszy otrzymał tę decyzję. Wiosną tego roku prosiliśmy go o komentarz w tej sprawie.
– Dotąd uznawano nas za stronę, a na tym etapie przestano, ponieważ nie jesteśmy członkami zarządu, a tymczasem w akcie desperacji złożyliśmy przecież swoje członkostwo, nie godząc się na to co się dzieje! – mówił wtedy Potulski. – Prokuratura twierdzi, że pokrzywdzonym jest zarząd KZBS i to on – czyli osoby uwikłane w te sprawy – powinien skarżyć. To paranoja – rezygnując z zasiadania w zarządzie nie możemy być stroną, czyli powinniśmy nadal tkwić w zarządzie i ponosić odpowiedzialność za jego działania. A o to właśnie chodziło, że prezes myli role – wydaje mu się, że to on sam jest zarządem. Decyzje Laszkiewicza obciążały także mnie, jako członka zarządu, ja po prostu walczyłem o własną skórę.
Doszło do prawniczego absurdu – osoby, które doprowadziły do wszczęcia postępowania nie mogą już brać w nim udziału, pozbawione zostały prawa do składania wniosków dowodowych, nie mogą się też odwoływać od decyzji prokuratury, natomiast prawnym reprezentantem poszkodowanej instytucji są jej władze – te same, które podejrzewane są o działanie na jej szkodę. Warszawska prokuratura nie widzi w tym problemu. Na nasze pytanie odpowiedziała lakonicznie:
– Informuję, że osobom, które złożyły zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, inicjujące wszczęcie tego postępowania, nie przysługują prawa strony, tj. pokrzywdzonych, gdyż przedmiotem ochrony w przypadku przestępstwa określonego w art. 296 par. 1 kk są interesy majątkowe danego podmiotu, który to podmiot jest pokrzywdzonym, zaś w procesie reprezentowany jest przez organa statutowe – napisała nam prokurator Katarzyna Szeska.
– Postanowiono nas się pozbyć – żali się Czesława Kosturek. Nie może pogodzić się z tym, że nic się nie da zrobić. Zapewnia, że w żadnym wypadku nie chciałaby zaszkodzić całemu środowisku bankowości spółdzielczej, ale postawy swoich kolegów nie potrafi zaakceptować.
– Nasze środowisko musiało się pięściami przebijać przez rzeczywistość, stawiano nam progi, poprzeczki, ale podeszliśmy do tego z sercem – wspomina. – Sprężaliśmy się, ale inni tolerują w naszym związku przestępstwa. Nie mogę zrozumieć, dlaczego pan Laszkiewicz dostaje absolutorium od ludzi, którzy u siebie w banku by takich działań nie tolerowali.
– Prezes banku, który złapałby u siebie kasjera, który ukradł 200 zł, wywaliłby go z roboty, a tu prezesi pozwalają na tego typu działalność i nie reagują – dorzuca Lucjan Strzała.

Absurdalne zarzuty

Poprosiliśmy Eugeniusza Laszkiewicza i cały obecny zarząd o skomentowanie stawianych im zarzutów. Przesłaliśmy listę pytań e-mailem.
– Pytania na temat rzekomego konfliktu, zachodzącego w łonie naszego związku, a w szczególności jego działań, krytykowanych przez niektórych jego członków, są skierowane przede wszystkim do zarządu KZBS, informuję wobec tego, że odpowiedź na te pytania może być udzielona po zapoznaniu z nimi członków zarządu związku, nie mogę odpowiedzieć samodzielnie na te kwestie – odpowiedział sucho prezes Laszkiewicz. – Odpowiedź zostanie udzielona po posiedzeniu zarządu, które planowane jest w połowie grudnia. Wbrew pozorom działamy bardzo kolegialnie i odpowiedzialnie, choć nasi przeciwnicy mają inne zdanie. Przy okazji informuję, że moi – czy nasi – przeciwnicy wymusili już opublikowanie tych zarzutów w pięciu różnych pismach w ostatnich dwóch latach. Według mojej oceny, pytania do mnie zawierają powtórzenia absurdalnych zarzutów, którymi już zajmowała się prokuratura. Bez względu na to, co ustaliła prokuratura, a jeszcze nie opublikowała, nie mogę się w tej sprawie wypowiadać przed nią. Mogę tylko powiedzieć, że gdyby cokolwiek się w tej sprawie potwierdzało, prawdopodobnie byśmy dzisiaj nie rozmawiali. A skoro sprawa trwa tak długo... Dzisiaj się działa szybko. Natomiast w kwestii zarzutu dotyczącego umowy, należy zajrzeć do statutu naszego związku. Tam wyraźnie zaznaczona jest forma pełnomocnictwa do zawierania umów i zgodnie z tym pełnomocnictwem zawarta została wspomniana umowa. Dziwię się tylko, że pani która trzy razy przegrywała wybory, nie może się pogodzić z tym faktem.
Statut stanowi, że aby dwóch członków zarządu KZBS mogło podpisać umowę skutkującą zobowiązaniami finansowymi – pełnomocnictwo musi być udzielone w formie uchwały zarządu, która nadto winna wskazywać źródła pokrycia finansowego. Warunki te nie były spełnione.
„Absurdalne” zarzuty doprowadziły także komornika do bram KZBS. Również procesy, które Laszkiewicz wytoczył Strzale i Potulskiemu o te „absurdalne” zarzuty zostały przez Laszkiewicza przegrane. 

Tomasz Borkowski

Wróć do czytelni