Nowoczesne Zarządzanie Biznesem- Kurier Finansowy | 29 wrzesień 2010

* Pokazana okładka tytułu jest aktualną okładką tytułu Nowoczesne Zarządzanie Biznesem- Kurier Finansowy. Kiosk24.pl nie gwarantuje, że czytany artykuł pochodzi z numeru, którego okładka jest prezentowana.
Na polskim rynku produktów finansowych fundusze nieruchomości debiutowały sześć lat temu. W 2008 r. przyszło im się zmierzyć ze światowym kryzysem gospodarczym. Przetrwały. Dziś szykują nowe otwarcie... I próbują przekonać potencjalnych inwestorów, że są w stanie wypracować wysokie zyski.
Pierwsze fundusze nieruchomości pojawiły się w Polsce dopiero w 2004 r., wraz z naszym przystąpieniem do struktur Unii Europejskiej. Akcesja otworzyła przed inwestorami drzwi do nowych możliwości pomnażania pieniędzy. W przebudowanej, znacznie bogatszej ofercie produktów finansowych znalazły się i takie, które do tej pory znane były jedynie z rynków wspólnotowych.
Co było pierwsze?
Początki rynku funduszy inwestycyjnych na świecie sięgają schyłku lat pięćdziesiątych XX w. Pierwsze wzmianki o tego typu rozwiązaniach znalazły się w niemieckiej ustawie o spółkach lokat kapitałowych. Dziewięć lat później dużo bardziej szczegółowy zapis znalazł się w przepisach o funduszach inwestycyjnych. Tym tropem poszły inne kraje Europy Zachodniej. Dało to początek rynkom funduszy. Niedługo później podstawowa oferta poszerzyła się o propozycję funduszy branżowych, które lokowały swoje środki w ściśle określonym sektorze gospodarki. Jeśli chodzi o rynek nieruchomości, celem inwestycyjnym były zazwyczaj budynki mieszkalne i komercyjne. Fundusze zaczęły też inwestować gromadzone środki w firmy, operujące na rynkach budowlanych. Pierwsze polskie fundusze nieruchomości miały charakter zamknięty. Zamiast typowych jednostek uczestnictwa oferowały swoim inwestorom certyfikaty inwestycyjne. Czym charakteryzują się tego typu produkty? Można je kupić w określonym czasie, poprzez tzw. subskrypcję, organizowaną przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI). W tym przypadku inwestor staje się udziałowcem danej inwestycji oraz otrzymuje gwarancję, że będzie brany pod uwagę przy podziale wypracowanych przez nią w przyszłości zysków. Fundusze inwestycyjne poprzez spółki docelowe biorą udział w budowie obiektów handlowych, centrów usługowych i osiedli mieszkaniowych. Każdy z takich funduszy ma określony czas zapadalności. Zwykle w granicach ośmiu - dziesięciu lat. Po tym czasie fundusz sprzedaje budynek, a pieniądze uzyskane w ten sposób dzielone są pośród wszystkich udziałowców. Oczywiście, można wycofać się z inwestycji wcześniej, sprzedając certyfikat na giełdzie papierów wartościowych. Trzeba jednak liczyć się ze stratą, ściślej mówiąc z niezrealizowaniem zysków. Szacuje się, że te przychodzą po kilku, a nawet kilkunastu latach. Na pierwszy rzut oka widać, że tego typu inwestycja to dobry pomysł dla osób, które mogą sobie pozwolić na długotrwałe zamrożenie gotówki. Ale fundusze zamknięte to nie jedyne dostępne na rynku fundusze nieruchomości. Nieco później oferta poszerzyła się o fundusze otwarte. A to za sprawą ING TFI i ING Subfundusz Budownictwa i Nieruchomości Plus. Tego typu produkty działają na tej samej zasadzie, co tradycyjne otwarte fundusze inwestycyjne. Lokują powierzoną im gotówkę w obligacje, instrumenty rynku pieniężnego i akcje spółek giełdowych. Z tym tylko zastrzeżeniem, że celem inwestycyjnym musi być rynek nieruchomości. Mogą to być firmy budowlane, deweloperskie czy handlowe, sprofilowane pod tym kątem.
(...)
Marcin Szypszak
Artykuł w całości jako plik PDF do pobrania znajduje się w zakładce Opis w ofercie tytułu Kurier Finansowy
Wróć do czytelni