Czytelnia Kiosk24.pl

Polsko-rosyjskie pojednanie a bezpieczeństwo energetyczne Europy (2/2010)

Europejski Doradca Samorządowy | 24 wrzesień 2010


Europejski Doradca Samorządowy

Zamów prenumeratę tego tytułu

* Pokazana okładka tytułu jest aktualną okładką tytułu Europejski Doradca Samorządowy. Kiosk24.pl nie gwarantuje, że czytany artykuł pochodzi z numeru, którego okładka jest prezentowana.

To prawdziwy paradoks: czasami z wielkich nieszczęść rodzi się też dobro. Czy tak też będzie tym razem?

Obecna sytuacja nie sprzyja sporządzaniu częściowego choćby bilansu prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Polska pogrążona jest w żałobie pomimo oficjalnego jej zakończenia 18 kwietnia 2010 r. Co zrozumiałe, całkowicie dominują emocje. Utrata głowy państwa i części elity kraju w miejscu tak symbolicznym, obciążonym gorzką, tragiczną pamięcią, musiało wywołać głęboki szok. Historia nałożyła się na współczesność, współczesność została zintegrowana z tragedią sprzed lat siedemdziesięciu. Opłakujemy równocześnie Prezydenta, jego małżonkę, dziesiątki polityków, wojskowych, urzędników, o których od 10 kwietnia mówimy w czasie przeszłym, i zarazem 22 tysiące zamordowanych oficerów, o których śmierci dopiero teraz - m.in. dzięki tragicznej katastrofie - można powiadomić cały świat.
Szok, jaki spowodowała w obu naszych społeczeństwach - to znaczy w Polsce i Rosji - tragedia pod Smoleńskiem, może stać się impulsem do przełomu w stosunkach polsko-rosyjskich. Paradoks jest tym większy, że przecież polska delegacja leciała do Katynia, by oddać hołd ofiarom zbrodni stalinowskiej, która przez lata była ukrywana i stanowiła przedmiot polsko-rosyjskiego sporu. A w dodatku Lech Kaczyński stał się symbolem polskiej polityki wschodniej, która w Moskwie uznawana była za wyjątkowo nieprzyjazną.
Wszystko to razem tworzyło mieszankę wybuchową. Po katastrofie można było oczekiwać spełnienia się najgorszych scenariuszy: wybuchu wzajemnych oskarżeń i pretensji, podejrzeń o złą wolę i przyczynienie się do katastrofy, eskalacji polsko-rosyjskiej wrogości, a stało się dokładnie odwrotnie.
My w Warszawie dostrzegliśmy i doceniliśmy współczującą postawę zarówno władz, jak i zwykłych obywateli Rosji. Polscy politycy i urzędnicy państwowi codziennie podkreślają, jak bardzo pomocne i otwarte na współpracę okazały się w tych trudnych chwilach instytucje państwowe Rosji. Nasi telewidzowie i czytelnicy gazet codziennie widzieli obrazy kwiatów spontanicznie składanych pod polską ambasadą przez mieszkańców Moskwy. Polacy z wdzięcznością odbierają te wyrazy współczucia.
Jednak oprócz zwykłej ludzkiej życzliwości dostrzegamy też w Rosji coś więcej: zmianę atmosfery politycznej i gotowość wysłuchania naszych racji. Rosyjska telewizja wyemitowała film Andrzeja Wajdy "Katyń", zaś prezydent Dmitrij Miedwiediew oświadczył bez niedopowiedzeń, że zbrodnia katyńska została dokonana z rozkazu Stalina. Na taką deklarację głowy państwa rosyjskiego czekały całe pokolenia Polaków. Coś ważnego i dobrego dzieje się w tych dniach między Polakami i Rosjanami. Dbajmy o to i postarajmy się tego nie zmarnować.

O co chodzi Rosji

Dla oceny szans na przyszłość zacznijmy od podstawowego pytania, jakim interesem kierują się nasi najwięksi sąsiedzi? Naiwne jest szukanie przyczyn ich postawy wyłącznie w emocjach czy też współczuciu. Trudno też poważnie traktować przekonanie, że Rosjanami kierowały wyrzuty sumienia za okazywaną niechęć wobec prezydentury Lecha Kaczyńskiego.
Na pewno rosyjskim przywódcom chodziło o niedopuszczenie do tego, aby pojawiły się opinie, że Rosjanie są zamieszani w kolejną katyńską tragedię: "To było naturalne posunięcie, mające na celu zneutralizowanie możliwych spekulacji na temat bardzo delikatnego i tragicznego zdarzenia" - ocenia jeden z rosyjskich dziennikarzy. Inny rosyjski dziennikarz dodaje, przytaczając słowa Aleksandra Konowałowa, szefa moskiewskiego Instytutu Ocen Strategicznych: "Katyń jest miejscem mistycznym. Wydaje się, że zło przyciąga tam zło". I dlatego właśnie Moskwa musi całą sprawę traktować niezwykle delikatnie, bowiem "po obu stronach są idioci, którzy powiedzą, że nie był to wypadek". Chodzi tu nie tylko o stosunki z Polską, ale z całym światem, o wiarygodność Rosji, że nie jest państwem bandyckim.
Kreml ponadto uczy się nowej mapy Europy i świata. Z opóźnieniem co prawda zauważono w Moskwie, że Polska to nie tylko z natury antyrosyjscy "słowiańscy zdrajcy" czy też okupanci z XVII wieku, ale że to duże, jak na Europę, państwo, które prowadzi samodzielną politykę zagraniczną i ma pewien wpływ na kształt polityki Unii Europejskiej. Nawet jeżeli Polska jest zbyt słaba, aby narzucić swoje koncepcje - wtedy, kiedy je posiada - to jest wystarczająco silna, aby wraz z koalicjantami z regionu wywierać wpływ negatywny, blokując na przykład, jak za czasów rządów PiS, rozmowy UE - Rosja, gdy ta ostatnia stosowała dyskryminacyjne praktyki handlowe wobec Polski.

(...)

Piotr Didenkow

Artykuł w całości jako plik PDF do pobrania znajduje się w zakładce Opis w ofercie tytułu Europejski Doradca Samorządowy

Wróć do czytelni