Czytelnia Kiosk24.pl

Samotny rejs po Bałtyku (11/2008)

Diabetyk | 31 październik 2008


Diabetyk

Zamów prenumeratę tego tytułu

* Pokazana okładka tytułu jest aktualną okładką tytułu Diabetyk. Kiosk24.pl nie gwarantuje, że czytany artykuł pochodzi z numeru, którego okładka jest prezentowana.

Wszystko zaczęło się od inspiracji historią – otóż w 1926 r. Ludwik Szwykowski wraz z synami pływał po Bałtyku, na otwartej łodzi żaglowej. Pomyślałem, że może by tak powtórzyć ten wyczyn? Los sprzyja takim szalonym przedsięwzięciom, stwarzając sytuacje ułatwiające podjęcie najbardziej zwariowanych decyzji.

Dlatego właśnie „przywiał” do mnie Andrzeja Jankowskiego. Jak tylko się zjawił, stwierdził:
– Wiesz, mam małą norweską balastową łódkę, co prawda odkrytą, ale bardzo dzielną…., niestety wyjeżdżam na kilka lat, na placówkę do Aten, nie mogę jej zabrać i…
– i ( to już mówiłem ja) bardzo chętnie ją od ciebie wyczarteruję...
Jankowski zgodził się bez najmniejszych oporów (to było naprawdę podejrzane), a ja już miałem gotowy plan. Płynę dookoła Bornholmu, kółko, nieregularne co prawda, przechodzi przez Karlskronę i Ekenos. Tu chciałem odwiedzić warsztat szkutniczy, który kiedyś był stocznią, gdzie przed drugą wojną światową zbudowano żaglowiec szkolny „Generał Zaruski”.
Rejs „Astrid”, bo tak się nazywa łódeczka – w końcu pochodzi z Norwegii – zaczął się w krzakach nad Szkarpową w Mikoszewie, na podwórku państwa Wójcików. Dziwnym zbiegiem okoliczności, żona gospodarza też nosi imię Astrid – wziąłem to za dobrą wróżbę. We wspomnianych krzakach łódeczka mieszkała od dwóch lat. Dźwig do słownie wyrwał ją z zarośli. Przy tej operacji na „polu walki” padła grusza, a podwórko  zmieniło się w czołgowisko. Reakcję gospodarzy pominę milczeniem. Pan Wójcik, patrząc mi głęboko w oczy, kazał zapewnić, że nigdy, ale to nigdy „Astrid” tu nie wróci.

(...)

Krzysztof Mika

Artykuł w całości jako plik PDF do pobrania znajduje się w zakładce Opis w ofercie tytułu Diabetyk

Wróć do czytelni