Nowoczesne Zarządzanie Biznesem- Kurier Finansowy | 02 kwiecień 2008

* Pokazana okładka tytułu jest aktualną okładką tytułu Nowoczesne Zarządzanie Biznesem- Kurier Finansowy. Kiosk24.pl nie gwarantuje, że czytany artykuł pochodzi z numeru, którego okładka jest prezentowana.
Od pewnego czasu otwarte fundusze emerytalne prowadzą z rządem i regulatorami, mniej lub bardziej otwartą, wojnę propagandową o szerszy dostęp do rynków i parkietów zagranicznych. Marzy im się, aby w 2015 roku OFE mogły lokować na zagranicznych parkietach do 30 proc. swoich
zasobów. Czy to dobrze, czy źle?
Według danych GUS ze stycznia 2008 roku Polacy na emerytalnych kontach inwestycyjnych posiadają ponad 140 miliardów złotych. Ale tylko 5 procent z tej kwoty, czyli 7 miliardów złotych, firmy zajmujące się lokowaniem tych zasobów w papiery wartościowe mogą – zgodnie z prawem – inwestować w zagraniczne papiery wartościowe. Dlaczego tylko 5 procent, a nie powiedzmy sześć czy cztery, tego właściwie nie wiadomo. Formalnie jednak tak zarządził ustawodawca, wychodząc z założenia, że: dla polskiej gospodarki lepiej, jeśli Polacy inwestują w polskie spółki, a inwestowanie w zagraniczne papiery wartościowe jest bardziej ryzykowne. Zastanówmy się zatem, czy taki autarkiczny rynek finansowy jest dla polskiej gospodarki naprawdę korzystny, a także czy inwestycje w papiery zagraniczne rzeczywiście wiążą się z większym ryzykiem inwestorów. Każda akcja czy obligacja jest tak dobra, jak podmiot gospodarczy, którego dotyczy i nie ma to nic albo prawie nic wspólnego z krajem jej pochodzenia. Propagowanie działań w rodzaju: „Kupuj, bo polskie” nie ma większego ekonomicznego sensu, chyba że to „polskie” jest produktem wysokiej jakości, lepszym od innych, a przynajmniej tańszym. W przeciwnym razie kupowanie produktów tylko dlatego, że są gorsze czy droższe, ale za to polskie, prowadzi – tak w skali makro, jak i mikro – do strat. O ile producenci takich „patriotycznych” dóbr mieć się będą dobrze, o tyle ich konsumenci na tym stracą; zapłacą więcej, niżby zapłacili, gdyby kupili wyrób lepszy zagraniczny albo kupią za te same pieniądze wyrób gorszy. Sztuczne podtrzymywanie działalności nieefektywnej ekonomicznie jest kosztowne. Tym bardziej jeśli odbywa się pod egidą państwowych interwencji (ustaw) zakazujących konsumentom robienia tego, co by chcieli, lub zmuszając ich do zrobienia czegoś, czego by nie chcieli. Tak czy owak, cenę takiej interwencji w rynek płacą podatnicy lub konsumenci.
(...)
Jan M. Fijor
Artykuł w całości jako plik PDF do pobrania znajduje się w zakładce Opis w ofercie tytułu Kurier Finansowy
Wróć do czytelni