Czytelnia Kiosk24.pl

Wywiad miesiąca - Piotr Gruszka - Staruszkiem to ja jeszcze nie jestem (numer 03/2006)

Magazyn Siatkówka | 18 lipiec 2006


Magazyn Siatkówka

Zamów prenumeratę tego tytułu

* Pokazana okładka tytułu jest aktualną okładką tytułu Magazyn Siatkówka. Kiosk24.pl nie gwarantuje, że czytany artykuł pochodzi z numeru, którego okładka jest prezentowana.

Kapitan reprezentacji, czołowy gracz naszej ligi, ale przede wszystkim szczęśliwy mąż i ojciec. Wywiad z Piotrem Gruszką przeprowadziłem wieczorem - chwilę po tym, jak zawodnik PZU AZS-u Olsztyn wykąpał i przebrał swoją półroczną córeczkę Marysię.

- Piotr, zważywszy na okoliczności, nie mogę Ci na początek zadać innego pytania: jak rodzina? Wszystko w porządku?
- Tak, dziękuję. Mieszkamy sobie w Olsztynie w trójkę i jest nam bardzo dobrze. Marysia, która urodziła się kilka dni przed moim wyjazdem na Mistrzostwa Europy, rozwija się prawidłowo i to najważniejsze. Wszyscy mi mówią, że jest podobna do mnie...

- Wejdę w słowo: czy wzrost także odziedziczyła po Tobie?
- Tego na razie nie można jeszcze stwierdzić. W każdym razie w momencie urodzenia ważyła 3115 gramów i mierzyła 56 cm, czyli absolutnie mieściła się w normie. Ale moje wymiary były podobne.

- Z tego co wiem, masz się z kim dzielić w drużynie doświadczeniami w roli taty...
- Zgadza się. Małe dzieci mają Pawłowie Zagumny i Kuciński, a także Wojtek Grzyb i Mark Siebeck. A już niedługo ojcem zostanie także Paweł Papke.

- Tematów do rozmów wam ostatnio nie brakowało i mam już tu na myśli nie najlepszą grę waszego zespołu, wobec którego oczekiwania były bardzo wysokie.
- Na pewno przeżyliśmy bardzo ciężki okres. Słaba gra, zmiana trenera, po której zła seria wcale się nie zakończyła. Takim najgorszym momentem była chyba porażka 0:3 z Jastrzębiem. Sytuacja była na tyle trudna, że postanowiliśmy spotkać się wszyscy i porozmawiać, tak konkretnie, po męsku. Jasno określić to, co jest naszym celem i jak ten cel osiągnąć. Myślę, że to pomogło.

- Zważywszy na to wszystko, a także na znakomitą grę w tym sezonie Skry Bełchatów, nie żałujesz swojej przeprowadzki do Olsztyna?
- Absolutnie nie. Do Olsztyna przyszedłem z jasnym zadaniem powtórzenia z tą drużyną tego, co udało się w ubiegłym sezonie w Bełchatowie. I wciąż wierzę, że uda mi się to osiągnąć.

- Zgodzisz się, że Twoja była drużyna jest dziś zdecydowanym faworytem ligi?
- Z pewnością tak to wygląda. Skra znakomicie rozpoczęła rozgrywki - zarówno w PLS jak i w Lidze Mistrzów - co od razu ustawiło ją w roli faworyta numer jeden. To świetny zespół, taka niemal wzorcowa mieszanka młodości z rutyną. Wszystko jest tam bardzo dobrze poukładane. Ale nie oznacza to, że my z góry się poddajemy. Myślę, że rywalizacja o tytuł mistrzowski do końca będzie bardzo zacięta. Wysokie aspiracje mają jeszcze co najmniej trzy inne drużyny, w tym nasza. Jeżeli chcemy wygrać ligę to musimy być przygotowani na pokonanie Skry, a także Jastrzębia czy też Częstochowy.

- Ostatnie pytanie o Skrę. Jak przeżywasz jej występy w Lidze Mistrzów?
- Na pewno bardzo jej kibicuję. Poza wszystkim innym gra tam wielu moich kolegów. Cokolwiek by nie mówić, reprezentują oni nie tylko Bełchatów, ale całą polską siatkówkę. Mam nadzieję, że uda im się wyeliminować Iraklis i awansować do Final Four.

- Skoro już mowa o reprezentowaniu kraju, to może przejdźmy do spraw kadry. Takim najświeższym tematem, w dniu, w którym rozmawiamy, jest kwestia wyznaczenia terminu rozpoczęcia ligi w sezonie 2006/2007. Twoje zdanie na ten temat?
- Rzeczywiście to bardzo istotny temat i już kilkakrotnie byłem o tę sprawę pytany. No cóż, reprezentacja jest naszym dobrem narodowym i to jej występy napędzają całą koniunkturę, ale trzeba też zrozumieć racje klubów i ich sponsorów. Trudno jest znaleźć w tej kwestii optymalne rozwiązanie. Z tego co już wiadomo, rozgrywki rozpoczną się jeszcze przed finałami Mistrzostw Świata i myślę, że tę decyzję trzeba po prostu przyjąć do wiadomości.

- Jak wyglądają kontakty - Twoje oraz innych reprezentantów - z trenerem Lozano podczas sezonu ligowego?
- Z trenerem kadry ostatni raz rozmawiałem przed jego wylotem w grudniu do Argentyny. Podkreślił, że będzie miał zawsze włączony telefon, którego numer wszyscy znamy i że każdy może się z nim skontaktować, także drogą mailową. A do jego powrotu wszelkimi sprawami zajmować się ma II trener Alojzy Świderek.

- Jesteś kapitanem drużyny, od której bardzo dużo się oczekuje. Najważniejszą imprezą sezonu będą Mistrzostwa Świata. Czy podzielasz pogląd, że w losowaniu dopisało nam szczęście?
- Na pewno jest to grupa - jak to się określa - "do grania". Uważam, że rywale nie są od nas lepsi, a niektórych - jak reprezentację Portoryko - można nazwać egzotycznymi. Jeżeli jednak chcemy osiągnąć w Japonii sukces, a wierzę, że nas na to stać, to nie możemy myśleć tylko o rywalach w I fazie turnieju. W następnej najprawdopodobniej trafimy na Rosję oraz Serbię i Czarnogórę i wówczas wszystko się rozstrzygnie.

- Z Serbią i Czarnogórą zagracie wcześniej w Lidze Światowej. Czy potraktujecie te mecze jako okazję do rewanżu za ów feralny półfinał w Belgradzie?
- Z pewnością przystąpimy do tych spotkań pamiętając o Belgradzie, bo tego typu porażek po prostu nie da się zapomnieć. Jednak powiem tak: ja nie chcę rewanżować się im wygrywając mecz grupowy Ligi Światowej. Wolałbym pokonać ich grając w spotkaniu o jakąś wysoką stawkę i mam nadzieję, że tak będzie.

- W Lidze Światowej spotkacie się również z Japonią i Stanami Zjednoczonymi. Co sądzisz o takiej grupie?
- Muszę powiedzieć, że to bardzo dobry dla nas zestaw przeciwników, przede wszystkim w kontekście Mistrzostw Świata. Mecze z gospodarzem Mundialu, a także z Serbią i Czarnogórą oraz bardzo silnymi Amerykanami pozwolą nam dobrze przygotować się do najważniejszej imprezy sezonu. Nie oznacza to naturalnie, że Ligę Światową potraktujemy ulgowo. To zawsze było i nadal jest prawdziwe święto siatkówki w naszym kraju.

- To będzie już Twój dwunasty sezon w kadrze. Nie masz jeszcze ukończonych 30 lat, ale pozwolisz, że zapytam Cię o to, jak długo jeszcze planujesz grać w reprezentacji?
- No cóż, mimo iż faktycznie za mną już jedenaście lat grania w reprezentacji, nie czuję się wypalony. Staruszkiem to ja jeszcze nie jestem. Naturalnie konkurencja jest coraz większa i nie jest powiedziane, że zawsze muszę mieć miejsce w kadrze. Jednak jeżeli tylko na coś się przydam, to można na mnie liczyć. Nie chcę jeszcze składać deklaracji, jak długo będę grał. Na pewno najbliższym celem dla reprezentacji są Mistrzostwa Świata, a później - igrzyska w Pekinie.

- Na koniec powiedz czego Ci życzyć?
- Przede wszystkim zdrowia dla mnie i moich najbliższych.

- Tego życzę Ci więc w imieniu swoim i całej redakcji. Dziękuję za rozmowę.

Jacek Dąbrowski - TVP Sport

Wróć do czytelni